W Rumunii

Pierwszy polski portal w całości poświęcony Rumunii

cornel-chiriac
Kultura i turystyka

Pierwszy antykomunistyczny DJ

Podczas gdy muzyczny krajobraz Zachodniej Europy rozwijał się w szybkim i niczym nie zakłóconym tempie, Wschodnia Europa zatopiona była w mroku orwellowskiej, spełnionej przepowiedni. Trudności, z jakimi zmagały się zachodnie zespoły, radiowcy i w ogóle ludzie kultury były niczym w porównaniu z barierami, które musieli każdego dnia przełamywać artyści z tej “gorszej” części starego kontynentu. Wielu z nich było obdarzonych wielkim talentem, nie mniejszym niż brytyjskie czy amerykańskie gwiazdy. W Polsce, na Węgrzech czy w Rumunii nie brak było ludzi uzdolnionych, tworzących genialne dzieła. Nigdy jednak nie mieli szans na to by zabłysnąć i pokazać w pełni swoje talenty. Dziś można już tylko spekulować, jak potoczyłyby się ich losy, gdyby żyli w wolnym kraju. Niestety zmagali się z problemami, które dla ludzi Zachodu były niewyobrażalne. Zdarzało się, że w służbie rocka ryzykowali własne życie. Posłuchajcie tragicznej opowieści o jednym z nich.

Rumunia lat 70. to jedno z tych miejsc, w których bycie rockmanem nie należało do przyjemnych zajęć. Każda aktywność kulturalna musiała przejść przez sito ostrej cenzury. Wszechobecne służby bezpieczeństwa chętnie korzystały ze swojej władzy. Długowłosy fan rocka musiał szczególnie mieć się na baczności. Policja często biła takich delikwentów, zdarzały się przypadki gwałtów na dziewczynach. Rumunia była niemal całkowicie izolowana od świata. Jej w zasadzie jedynym oknem na świat była audycja Metronom nadawana przez Radio Romania od 10 maja 1967 roku.

Na ulicach rumuńskich miast w niedzielne popołudnia młodzieży było niewiele. Wszyscy siedzieli przed radioodbiornikami i słuchali tej legendarnej audycji prowadzonej przez Cornela Chiriaca i Geo Limbăşanu. Pomimo tego, że cenzura uważnie śledziła każde słowo wypowiedziane przez prezentera radiowego, a lista nagrań musiała zostać zatwierdzona przez “czynnik partyjny” Metronom był tym jedynym miejscem w eterze, gdzie można było usłyszeć najnowsze wieści ze świata muzyki popularnej i jazzu. To dzięki niemu rumuńska młodzież usłyszała o Hendrixie, Dylanie i innych zachodnich gwiazdach tamtego okresu. Cornel często musiał przemycać płyty z amerykańskiej ambasady, aby zaprezentować je słuchaczom.

cornel-chiriac-berlin

Cornel Chiriac w berlińskim studio Radia Wolna Europa. Fot. Linda Schuster

Cornel już we wczesnej młodości nocami studiował wszelkie dostępne informacje o muzyce, swój debiut radiowy zaliczył w wieku 22 lat, prowadząc audycję Jazz of Yesterday and Today (później Jazz magazine). Jazz stał się jego największą pasją. Słynne są własnoręczne zapiski Cornela, które podobno do dzisiaj stanowią źródło wiedzy o rumuńskich jazzmenach tamtych lat. Człowiekiem, który umożliwił Cornelowi wstęp do ramówki radia miał być zresztą jeden z nich – Johnny Raducanu. Znany już wówczas jazzman postarał się o to, by Cornel znalazł miejsce wśród nowo powstałego oddziału muzyki jazzowej rumuńskiej rozgłośni radiowej.

Niektórzy z Was mogą pomyśleć, że skoro w tak ciężkich warunkach człowiekowi udaje się zrobić tak wiele, to musi pójść na jakieś ustępstwa, a może nawet na współpracę z władzami. Nic z tych rzeczy. Cornel był typem bojownika, przez co systematycznie narażał się reżimowi. Znane jest jego powiedzenie, którym zwykł witać agentów przesiadujących w siedzibie radio: “czego tak wypatrujecie, miernoty?” Najpoważniejszy incydent miał miejsce w roku 1968 podczas interwencji wojsk ZSRR w Czechosłowacji. Chiriac najpierw puścił w eter balladę opowiadającą o tym jak stado wilków atakuje bezbronna owcę. Jako kropkę nad i słuchacze otrzymali “Back in the U.S.R.R.” Betlesów. Bez żadnych komentarzy. Skutki tego posunięcia były fatalne. Co prawda cenzor, który nie znał angielskiego, nie zrozumiał całej sytuacji, jednak sprawa i tak dotarła do władzy. W efekcie Metronom został zdjęty z anteny.

Niedługo potem odbywał się w Brasov Golden Stag Festival, podczas którego miał również wystąpić zespół, któremu patronował Cornel – Phoenix. W tamtym czasie Phoenix był już najlepiej znanym rumuńskim zespołem, choć jak pokazały późniejsze lata, jego najlepsze momenty dopiero miały nadejść. Niemal w ostatniej chwili władze zakazały występu grupy. Członkowie Phoenixa byli trzymani pod kluczem przez agentów tajnej policji Securitate w pokoju hotelowym. Cornel próbował jeszcze pertraktować – bez efektów. Wobec tego na znak protestu zamknął się w pokoju hotelowym i podpalił zasłony. Zamieszanie, jakie powstało po wtargnięciu ekip ratunkowych pozwoliło mu wymknąć się z budynku i słuch o nim zaginął. Dopiero potem okazało się, że Cornel od dłuższego czasu planował ucieczkę na Zachód a festiwal był doskonałą okazją do tego.

Nieco inną wersję przedstawiono w audycji RWE poświęconej Cornelowi. Według wspomnień ludzi, którzy z nim pracowali Cornel dostał zaproszenie na festiwal w Czechosłowacji, które przerobił tak, by dotyczyło również Austrii. Na tej podstawie otrzymał paszport i wydostał się Rumunii. Mniejsza o to, która z tych wersji jest prawdziwa. Pewne jest, że Cornel najpierw trafił Austrii. Podczas pobytu w obozie dla uchodźców zainteresował swoją osobą dyrektora Radia Wolna Europa Noela Bernarda i tak zaczęła się jego przygoda z rumuńską sekcją tegoż radia. W RWE Cornel nie tylko reaktywował legendarnego Metronoma, ale prowadził również dwa inne programy – Jazz magazin i Jazz a la carte. Od samego początku pojawiły się jednak problemy, ponieważ prezenter nader często dawał wyraz swojej frustracji i złości. Systematycznie dochodziło do sporów z innymi prezenterami, raz nawet do regularnej bijatyki na pięści pomiędzy Cornelem a radiowym kolegą. Pomimo tego, Cornel nie musiał obawiać się o swoją pozycję. Bez wątpienia był największą gwiazdą rumuńskiej sekcji RWE. Poza granicami kraju Chiriac stał się jeszcze groźniejszy dla systemu niż wtedy, gdy reżim miał go pod ręką. Nie tylko mógł wygłaszać swoje oskarżenia pod adresem dyktatorskich rządów, ale również stał się postacią kultową dla rumuńskiej młodzieży, która wychowywała się na jego audycjach, na jego słowach…

Był jednak coraz bardziej sfrustrowany i coraz bardziej samotny. Tęsknił za swoją ojczyzną. Czasami sięgał po kieliszek, często zostawał na noce w studio radiowym. Choć był niezwykle popularny wśród rumuńskich uchodźców, jak i młodzieży w Rumunii, dla obywateli państw zachodnich był jeszcze jednym, zwyczajnym uchodźcem o nieco dziwacznym wyglądzie (długie czarne włosy i broda). Nigdy nie nauczył się dobrze władać językiem niemieckim, bo audycje prowadził w języku rumuńskim i obracał się w towarzystwie swoich rodaków. Regularnie otrzymywał pogróżki od rumuńskich agentów. Nie wydawał się jednak zastraszony i chyba nikt nie spodziewał się tego, co miało nastąpić.

4 marca 1975 roku ciało Cornela Chiriaca zostało znalezione przy jego samochodzie na parkingu w Monachium. 12 ciosów nożem przerwało jego życie. Sprawcą okazał się młody chłopak, który przyznał się do zbrodni na tle rabunkowym. Nie udowodniono żadnych powiązań politycznych. Śledztwo dziennikarskie przeprowadzone przez przyjaciół Cornela przyniosło jednak inne rezultaty. Wg dziennikarzy chłopak dobrze znał zachowania Cornela i wiedział, że ten nigdy nie odmawia pomocy. Gdy więc poprosił prezentera o parę groszy na jedzenie, Cornel bez wahania zaprosił go na obiad. Potem zabójca poprosił o podwiezienie. Ponadto ustalono, że za zabicie Cornela chłopak dostał pieniądze. Poza tym nic jednak nie wiedział. Taki scenariusz pasował idealnie do sposobu, w jaki reżim usuwał swoje ofiary. Często posługiwano się zwyczajnymi opryszkami, by nikt nie mógł skierować oskarżeń wobec rządów Ceausescu. Dlatego wielu Rumunów nadal wierzy, że zabójstwo było aktem zemsty reżimu*. Po jego śmierci w kręgach intelektualistów zapanował smutek. Młodzież na znak żałoby nosiła pod mundurkami czarne wstążki. Ciało Cornela zostało skremowane w Monachium i przewiezione do Bukaresztu, gdzie został pochowany. Na grobie umieszczono napis: Make love not war. Zaraz po pogrzebie funkcjonariusze bezpieki starannie usunęli wszystkie wieńce z jego grobu…

Do dnia dzisiejszego Cornel Chiriac to najbardziej znana osobistość radiowa w Rumunii. Jego wkład w muzyczny krajobraz tego kraju jest bezdyskusyjny. Na prowadzonych przez niego audycjach wychowały się tysiące ludzi, dzięki niemu mieli w domu chociaż mały skrawek tego wymarzonego wolnego świata.

cornel-chiriac-rwe

“Make love not war”. Fot. Linda Schuster

*Domniemane powiązania Securitate ze zgonem Cornela nie były odosobnionym przypadkiem. W 1981 roku nieznany sprawca próbował zamordować innego popularnego dziennikarza rumuńskiej sekcji Radia Wolna Europa – Emila Georgescu. Napastnik miał wypowiedzieć zdanie: po to, abyś nigdy więcej nie pisał. Georgescu dzięki natychmiastowej pomocy medycznej cudem uniknął śmierci, jednak nigdy nie wrócił do dawnej formy i jak sam wspominał, żył w ciągłym strachu. Napastnika nigdy nie schwytano. Kolejny niewyjaśniony przypadek z tego samego roku to śmierć Bernarda Noela, szefa rumuńskiej sekcji RWE. Choć oficjalną przyczyną zgonu był nowotwór, do dziś niektórzy święcie wierzą w to, że Bernard został napromieniowany przez tajną policję. Zbiegły w 1978 do USA generał tajnej policji Ion Pacepa twierdził, że sam Ceausescu wydał mu rozkaz zamordowania Bernarda Noela, a w swojej książce wspomina, jak dyktator wydał rozkaz opracowania przenośnego urządzenia napromieniowującego specjalnie po to, by zlikwidować Noela. Być może po ucieczce Pacepy ten rozkaz otrzymał ktoś inny. Bez względu na to, w ilu takich przypadkach Securitate naprawdę maczała palce, jedno można stwierdzić z całą pewnością – była zdolna do wszystkiego. Dowodem na to twierdzenie jest akt terroryzmu, jaki miał miejsce 21 lutego 1980 roku, kiedy słynny zabójca Carlos wysadził część budynku rozgłośni RWE, która nadawała w tym czasie część wspomnień generała Pacepy. Dziś już z całą pewnością wiadomo, że zleceniodawcą Carlosa była właśnie rumuńska tajna policja.

Tommy, RockMagazyn.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ