Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Bukareszt to miasto, które według jednej z tutejszych obiegowych opinii „albo się kocha albo nienawidzi”. Architektoniczny chaos, ciasne uliczki, 3 miliony samochodów i niekończące się korki, niezliczone grafy na murach, szemrane klimaciki dworca Gara de Nord… Niemniej położenie „Buku” na skrzyżowaniu kultur z wszędzie dojeżdżającym metrem i klimatem trochę jak z prawobrzeżnej Warszawy (z domieszką najbliższych okolic Politechniki) ma swój urok. Swoją drogą w sektorze 2 miałem okazję poznać empirycznie to słynne, bukareszteńskie skrzyżowanie kultur. W miejscu, które łączy w sobie żywioł południowoamerykańskich klimatów, polskiej szarmanckości i elegancji przedwojennego Bukaresztu. W miejscu, które nazywa się „Blue Margarita” i mieści przy ulicy Eminescu, nr 188

O restauracji dowiedzieliśmy się od dobrego kumpla. Szczerze mówiąc, bardzo nam ten cynk pomógł w znalezieniu w Bukareszcie miejscówki, w której będzie można dobrze zjeść i nie zrujnować budżetu wyjazdowego (a to nie jest takie oczywiste w tym wielkim mieście), zaprosić kumpli i znajomych bez narażania ich na daleki dojazd i do miejsca, w którym nie będzie tak zwanej „lipy”, mieć możliwość pogadania bez przekrzykiwania głośnej muzyki i ewentualnie  wieczorkiem posłuchać akustycznej muzyki na żywo… I żeby była czarna herbata!

Zaufaliśmy intuicji, tym bardziej, że nasi rumuńscy znajomi bardzo pozytywnie zareagowali na propozycję wspólnego spotkania się właśnie w „Blue Margaricie”. Już pierwszy kontakt z tym miejscem wygenerował w mojej głowie myśl: „Tutaj po prostu pachnie! Tu zostajemy!” Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne i nie omieszkałem przedstawić go szefowi lokalu, Dominikowi Suruło. Wywiązała się sympatyczna rozmowa, która przeszła w spontaniczny wywiad.

Witt Wilczyński: Pachnie jak w domu, atmosfera też jak u mamy na obiedzie. Jak to robicie?

Dominik Suruło: Wszystkie przyprawy mieszam sam, to jest domowa kuchnia. To jest jedyna restauracja południowoamerykańska w Rumunii. Wszystko jest u nas gotowane od podstaw. Jeden jedyny produkt, który kupujemy i z którym nic nie robimy, to lody waniliowe

Restauracja powstała stosunkowo niedawno i od samego początku trzyma poziom. Podobno bez rezerwacji ciężko tu o miejsce

Otworzyliśmy restaurację „Blue Margarita” cztery miesiące temu (wywiad przeprowadzony 8 listopada 2017 – przyp. Redakcji). Pierwsze dwa miesiące były słabe, przychodziły po dwie osoby na trzy stoliki. Niemniej te osoby przyprowadzały kolejne. Znajomi przyprowadzali znajomych. I tak z tygodnia na tydzień było więcej osób

Jeden z naszych miejscowych kumpli jest zdeklarowanym wegetarianinem od lat. Znajdzie tu coś dla siebie? W Rumunii bywa z tym różnie

Staramy się także serwować kilka potraw bez glutenu oraz wegetariańskich i wegańskich, tak, żeby zaspokoić jak największą grupę odbiorców. Słyszałem od grupy osób, które preferują wegetariańskie potrawy i stołowały się w kilku miejscach w Bukareszcie, że najlepsze jedzenie tego rodzaju jest właśnie u nas

Z okazji spotkania w realu wypadało się czegoś napić

Oprócz całej gamy piw kraftowych mamy spory wybór win południowoamerykańskich, głównie z Chile i Argentyny oraz cydr. Mamy też, siłą rzeczy, wina rumuńskie

Zamówiłem burito 700 gram. Było bosssskie!!! No i ta muzyka - dobre połączenie

Tutaj przyjdziesz i za 25 złotych zjesz do syta, wszystko świeże i zrobione od podstaw. Muzykę najczęściej „transferujemy” z Kolumbii. A w piątki grywa u nas, od 20:00, gitarzysta specjalizujący się rytmach latynoskich. Próbujemy przebić się na rynek koncertów weekendowych

Jeden znajomy chciał wpaść z dzieckiem i potem czekała ich dłuższa wyprawa w głąb kraju. Co w takim przypadku?

Nie ma problemu, dla dzieci robimy specjalną, meksykańską pizzę, lekkostrawną ale możliwą też z ostrzejszym sosem z papryczek chili, do wyboru. Mamy też pełen zestaw lekkostrawnych dań warzywnych, które będą idealne przed podróżą

Rumunia i Bukareszt ściąga jak magnes. Co Ciebie tutaj właściwie sprowadziło?

W Anglii byłem cztery lata. Ciężko było, mało płacili a chcieli, żebym pracował 60-70-80 godzin w tygodniu. Stwierdziłem, że to lipa i przeniosłem się do Rumunii. I nie żałuję, tu atmosfera jest lepsza a ludzie milsi

Miło też jest usłyszeć rodzimą mowę ponad tysiąc kilometrów od domu

Dla mnie to też jest bardzo miłe, zwłaszcza, że przez ostatnie cztery lata prawie nie rozmawiałem po polsku

I tak właśnie tam jest! Najedzeni, napojeni, zauroczeni atmosferą „Blue Margarity” wracaliśmy do tego miejsca jeszcze kilka razy podczas naszego krótkiego pobytu w stolicy Rumunii. I mocno trzymam kciuki, by to miejsce na stałe wpisało się w koloryt tego miasta. A my, kochający Rumunię i bywający w Bukareszcie możemy się do tego przyczynić. Zatem jeśli będziecie w Buku – czy to docelowo, czy przejazdem – nie zapomnijcie o wizycie w „Blue Margarita”!

Słowa słowami ale zapraszamy do obejrzenia fotogalerii!

Witt Wilczyński

Materiał powstał we współpracy z właścicielami restauracji Blue Margarita. Prowadzisz biznes w Rumunii? Chcesz wypromować swoją działalność wśród Polaków mieszkających w tym kraju? Zgłoś się do nas - właśnie z myślą o takich osobach powstał cykl "Polskie akcenty".