Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Życie w Rumunii

Szkoła Języków Wschodnich Uniwersytetu Warszawskiego jak co roku organizuje intensywne kursy językowe. Niestety, obecnie w ofercie nie ma języka rumuńskiego. Dlatego zbieramy chętnych, dzięki którym tego typu zajęcia się odbywały. Potrzebnych jest zaledwie kilka osób!

Kursy będą odbywały się przez cały lipiec. W porannych bądź popołudniowych sesjach przewidziano sześćdziesiąt lub aż sto dwadzieścia godzin zajęć. Pojawiła się możliwość uczestnictwa w kursach z takich języków jak arabski, chiński, hiszpański czy japoński. Niestety, w ofercie Szkoły Języków Wschodnich nie znalazł się w tym roku kurs języka rumuńskiego na żadnym poziomie. Pracownicy SJW poinformowali nas jednak, że może się on odbyć - w przyszłym tygodniu opublikowany będzie nowy grafik z dodatkowymi językami.

Szansa na uruchomienie kursu będzie tym większa, jeżeli do SJW zgłosi się więcej chętnych. Dlatego zachęcamy naszych Czytelników do zapisów. Wszelkie informacje są udzielane poprzez maila Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. i telefon 22 55 20 937  lub 531 007 996. Koszt kursu to 825,60 zł za 60 godzin lekcyjnych lub 1651,20 za 120 godzin lekcyjnych.

Więcej informacji o wakacyjnych kursach językowych można znaleźć na stronie Szkoły Języków Wschodnich.

Chodzi o gminę Almașu Mare znajdującą się w okręgu administracyjnym Alba. Jej burmistrz postanowił walczyć w ten sposób z wyludnianiem się okolicznych wsi. Proponuje 1000 euro dla każdej młodej pary, która zechce się tam osiedlić

Jeszcze w 2002 roku niewielka gmina była zamieszkana przez około 1700 mieszkańców. Przez kolejną dekadę jej populacja zmniejszyła się o ok. 30% i niewiele wskazuje na to, żeby sytuacja ta uległa zmianie. W okolicy trudno o pracę, nie każdy może sobie też pozwolić na wykonywanie tradycyjnych zajęć związanych z rolnictwem. Do tego na początku XXI wieku w okolicy zamknięto dwie kopalnie, co doprowadziło do wyjazdu osób zatrudnionych wcześniej w górnictwie.

Wójt gminy Aron Zaharie chce zachęcić młode pary do osiedlania się w okolicy. Proponuje 1000 euro dla tych osób, które tam zamieszkają przynajmniej na okres pięciu lat. Kwota może wydawać się niewielka, ale jest to całkiem sporo jeśli spojrzymy na ceny nieruchomości w okolicy. Niewielki dom można tam kupić za cenę od kilku do kilkunastu tysięcy euro. Z drugiej strony osiągnięto też inny cel. Pomysł burmistrza sprawił bowiem, że o niewielkiej gminie rozpisują się wszystkie rumuńskie media.

Fot. Kościół Dobrego Zwiastowania (Buna Vestire) w Almașu Mare. Źródło: Țetcu Mircea Rareș

Rumuńska kuchnia oferuje wiele charakterystycznych dań, o czym mógł się przekonać każdy kto kiedykolwiek odwiedził ten kraj. Istnieje jednak szansa na posmakowanie tamtejszych specjałów także w innych zakątkach świata. Znalezienie rumuńskich i mołdawskich restauracji, kawiarni a nawet sklepów ułatwia strona www.magazineromanesti.eu

Strona pomaga znaleźć miejsca z rumuńskim jedzeniem zarówno za pomocą mapy, jak i listy uporządkowanej według poszczególnych krajów czy nazwy. Do tej pory udało się zweryfikować prawie osiemset adresów z ponad czterdziestu krajów. Wśród nich znaleźć można zarówno restauracje i bary, sklepy, jak również sieci gastronomiczne wywodzące się z Rumunii. Przy okazji łatwo zaobserwować, które kraje są najpopularniejszymi kierunkami emigracji dla mieszkańców Rumunii i Mołdawii. Dominują bowiem miejsca znajdujące się we Francji, Hiszpanii czy Włoszech.

Jak dotąd niewiele miejsc znajduje się w Polsce. Jeśli chodzi o restauracje, to według omawianej strony w naszym kraju funkcjonuje jedynie warszawska "Veranda - Mołdawska kuchnia & Wino". W Bielsku-Białej działa natomiast sklep "RoWinGood" oferujący szeroki wybór rumuńskich i mołdawskich win. Miejmy nadzieję, że doczekamy kolejnych tego typu miejsc!

Delta Dunaju to być może ostatnie miejsce w Europie, gdzie całymi dniami można jechać przez tereny pozbawione dróg i samochodów, a na promie wisi cennik przewozu mebli i lodówek

Rumunia przeczy stereotypom – o ile jakieś stereotypy w polskiej świadomości na jej temat w ogóle istnieją.

Sto kilometrów od Bukaresztu znajduje się dolina Prahovej – droga biegnąca w poprzek Karpat, z Bałkanów do Europy Środkowej. Przy kolejnych leżących w dolinie stacjach kolejowych znajdują się także przyzwoite stacje narciarskie. Z Antoniną, moją trzynastoletnią córką, jeździmy na pełnej „skiturowców” stacji Sinaia,, po pustych i tanich trasach w Azuga; wreszcie jemy słoninę i gołąbki w Cabana Postavaru z widokiem na Fogarasze w przypominającej alpejską stację Poiana.

***

Antonina najbardziej lubi leniwe bzyczenie komarów w delcie Dunaju. To być może ostatnie miejsce w Europie, gdzie całymi dniami można jechać przez tereny pozbawione dróg i samochodów, gdzie na promie wisi cennik przewozu mebli i lodówek, a wokół w winorośli są zatopione domki, warzywniki pełne pomidorów, arbuzów i papryk, ciągną się setki odnóg rzeki. Z nieba leje się skwar, słychać szum Morza Czarnego – nazwa pochodzi od barwy mułu wypluwanego przez największą rzekę Europy. Tu można iść plażą godzinami, z rzadka spotykając ludzi, a na końcu obudzić sprzedawcę arbuzów, śpiącego na ich wielkiej stercie; ewidentnie przywozi się je łodzią raz na kilka dni.

Delta zaczyna się w Tulczy, porcie nad brzegami Dunaju pełnym dźwigów i tureckich statków. Jadąc tam pociągiem z Bukaresztu aż do Megidii widzimy kanał Dunaj-Morze Czarne przypominający o stalinowskich rządach Georghe Georgiu Deja. Kanał kopali inteligenci, politycy i mieszczanie z Bukaresztu. Jest wąski, raczej pusty i nie ma w sobie nic groźnego, choć miały nim płynąć na Belgrad radzieckie okręty.

***

W Megidii linia kolejowa rozwidla się. Na północ, do Tulczy pociąg toczy się przez porośnięte trawą pagórkowate pustkowia. To step, który trochę bardziej na północ będzie się nazywał stepem akermańskim. Antoninę zaskakuje, że Rumuni znają historię Polski, wymieniają naszych królów, zachwycają się transformacją. Sama zwraca uwagę, że w Polsce nic się o Rumunii nie wie, a młodzież używa słowa Rumun wymiennie ze słowem „żebrak”.

Rok wcześniej, w innym pociągu – tym razem do Fagaras, Uțu, inżynier i trener, opowiadał o swoim pobycie w Polsce w roku osiemdziesiątym.

– Nasze kraje były wtedy tak samo biedne – wspomina mężczyzna. – Pamiętam. Jechałem przez polskie pola kukurydzy na tylnej kanapie malucha i widziałem gromadki dzieci proszące o słodycze. A teraz jesteście wśród pięciu najważniejszych krajów Europy, macie autostrady. To dlatego że chodzicie do kościoła – tłumaczy.

Inżynier dodaje, że Rumuni może też chodziliby do kościoła, gdyby prawosławne msze nie były tak długie i gdyby nie trzeba było na nich stać.

***

Z Megidii pociąg jedzie do Konstancy i nadmorskich kurortów. Moja babcia wspominała, że w latach sześćdziesiątych nie było w bloku sowieckim bardziej eleganckiego miejsca. Dziś niewiele pozostało po tamtym uroku. Leżące nad Morzem Czarnym Mangalia, Mamaia, Saturn przypominają Mielno czy Jastarnię w szczycie sezonu. Bukareszteńska inteligencja i zbuntowana młodzież jeździ z kolei do Vama Veche. Ta rybacka wioska nawiązuje do legendy sąsiedniego Balcic – przedwojennego kurortu arystokracji i bohemy, obecnie leżącego w Bułgarii. Do Vama Veche pod namioty w latach komunizmu przyjeżdżali buntownicy, intelektualiści, muzycy, by w parne czarnomorskie noce przy winie i gitarze poczuć trochę wolności.

Rumunia pielęgnuje bowiem tradycje inteligencji i mieszczaństwa. Przez lata była to może jedyna forma oporu, a bieda lat dziewięćdziesiątych XX wieku opóźniła przeradzanie się inteligencji w globalną klasę średnią. Rumuni znają historię i uwielbiają o niej dyskutować – po angielsku, rosyjsku, niemiecku czy francusku. Mają piękne (tak: piękne w sensie estetycznym) księgarnie, choćby obecne w każdym dużym mieście księgarnie wydawnictwa Humanitas, z których nie sposób wyjść. Bukaresztańska Księgarnia Cărturești Carusel jest usytuowana w przedwojennej odrestaurowanej kamienicy przy historycznej ulicy Lipscani, o galeriowej konstrukcji wnętrza. Długo nie będziemy mieć czegoś takiego u nas. To moje ulubione miejsce w Bukareszcie, który zaskakuje rozległymi parkami ffffffi willowymi dzielnicami czy pogrążonymi w cieniu pnączy ogródkami zmurszałych pałacyków, z których każdy po renowacji byłby perłą dowolnej stolicy.

***

Alexandra to moja bukareszteńska przyjaciółka. Zaśmiewamy się z połączenia pantomimy z operą, baletem i grą dramatyczną podczas spektaklu w Teatrul National (w sąsiedniej sali grają Masłowską). Alexandra jest człowiekiem Zachodu. Buntuje się przeciwko otomańsko-bizantyjskiemu orientowi. Mołdawia (Moldova) i Wołoszczyzna (Țara Românească ) nigdy nie stały się administracyjną częścią imperium sułtanów, jednak Turcja wciąż jest w Rumunii obecna: w menu, w muzyce, w dominacji świata mężczyzn i mentalności bakszyszu czyli łapówki jako codziennego sposobu załatwiania spraw. Tu sprawowanie władzy zaczynało się od łapówki dla wezyra, a kończyło się skrytobójstwem z rozkazu sułtana. Przeciwko temu buntują się takie osoby jak Alexandra.

Turecka dominacja wspierała bizantyjski ołtarz, by zachować rząd dusz nad prawosławnym ludem. Dodatkowo przez setki lat ludność etnicznie wołoska tonęła w słowiańszczyźnie (te wszystkie Prahove, Dambovice, Targoviste, Bistrice, Krajove). Język rumuński długo był zapisywany cyrylicą. Chrześcijaństwo trwa tutaj od niepamiętnych czasów, ale w wariancie wschodnim, nie zachodnim, w wariancie w którym Kościół zawsze był w sojuszu z władzą. Rumunia to jeden z ostatnich niezatopionych szczytów bizantyjskiej Atlantydy.

***

Zwiedzamy malutkie muzeum Sighet memorial w Bukareszcie. Sighet była stalinowską katownią w regionie Marmarosz. Jak tłumaczyć nastolatce, czym jest totalitaryzm? Dlaczego zbrodnia ma sprawić, by inni myśleli, czuli i działali na jedną modłę? Poznając komunizm w Rumunii, możemy inaczej spojrzeć na PRL. W Rumunii ofiar były najprawdopodobniej setki tysięcy. Obok łagrów, katowni i wyroków, w pamięci pozostały bezwzględne przesiedlenia na pustą ziemię (na przykład przesiedlenia chłopów, zwłaszcza niemieckich, na stepy Baraganu przy granicy Bułgarii), eksperymenty psychologiczne w karcerach Pitesti, Jilavy czy Sighetu, zakazy zasłaniania okien w mieszkaniach. Na tym tle metody naszej rodzimej „komuny” były łagodne, a może wręcz pozorne.

W Rumunii doświadczenie niewoli i okrucieństwa jest dogłębne. To dziedzictwo barbarzyńskich najazdów i otomańskiej samowładzy. Wyparte dziedzictwo usankcjonowanego prawem niewolnictwa Cyganów, którzy do połowy XIX wieku służyli nawet wieśniakom. To także doświadczenie taktyki spalonej.

Rumuni nie mają tradycji heroicznej. Ich dzieje znaczyły głównie ustępstwa i układy. Tu na przestrzeni wieków bardziej niż gdzie indziej dobro miało oblicze zła, a zło przywdziewało maski dobra. Niekwestionowanym rumuńskim bohaterem jest Vlad Tepes, „Palownik”, „Draculea”, XV-wieczny wołoski książę, legendarny okrutnik i odległy pierwowzór Drakuli z powieści Brama Stokera. Z kolei wiele osób „z ludu” za anioła uważało Corneliu Codreanu Zelea, twórcę Żelaznej Gwardii (istniejącej w międzywojniu i w pierwszych latach II wojny światowej zbrodniczej faszystowskiej organizacji, likwidującej przeciwników politycznych).

***

Siedzimy z Antoniną w świetlicy pensjonatu. Narty leżą w kącie, nasze twarze są rozgrzane. Rumuni szeptają, nie rozmawiają głośno. Ile lat będzie trzeba roztapiać lody nieufności, które powstały przez pół wieku rządów Securitate?

Paweł Malarecki

fot. Jacek Stanisławek

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Nowa Europa Wschodnia www.new.org.pl