Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Życie w Rumunii

Rumuńska kuchnia oferuje wiele charakterystycznych dań, o czym mógł się przekonać każdy kto kiedykolwiek odwiedził ten kraj. Istnieje jednak szansa na posmakowanie tamtejszych specjałów także w innych zakątkach świata. Znalezienie rumuńskich i mołdawskich restauracji, kawiarni a nawet sklepów ułatwia strona www.magazineromanesti.eu

Strona pomaga znaleźć miejsca z rumuńskim jedzeniem zarówno za pomocą mapy, jak i listy uporządkowanej według poszczególnych krajów czy nazwy. Do tej pory udało się zweryfikować prawie osiemset adresów z ponad czterdziestu krajów. Wśród nich znaleźć można zarówno restauracje i bary, sklepy, jak również sieci gastronomiczne wywodzące się z Rumunii. Przy okazji łatwo zaobserwować, które kraje są najpopularniejszymi kierunkami emigracji dla mieszkańców Rumunii i Mołdawii. Dominują bowiem miejsca znajdujące się we Francji, Hiszpanii czy Włoszech.

Jak dotąd niewiele miejsc znajduje się w Polsce. Jeśli chodzi o restauracje, to według omawianej strony w naszym kraju funkcjonuje jedynie warszawska "Veranda - Mołdawska kuchnia & Wino". W Bielsku-Białej działa natomiast sklep "RoWinGood" oferujący szeroki wybór rumuńskich i mołdawskich win. Miejmy nadzieję, że doczekamy kolejnych tego typu miejsc!

Delta Dunaju to być może ostatnie miejsce w Europie, gdzie całymi dniami można jechać przez tereny pozbawione dróg i samochodów, a na promie wisi cennik przewozu mebli i lodówek

Rumunia przeczy stereotypom – o ile jakieś stereotypy w polskiej świadomości na jej temat w ogóle istnieją.

Sto kilometrów od Bukaresztu znajduje się dolina Prahovej – droga biegnąca w poprzek Karpat, z Bałkanów do Europy Środkowej. Przy kolejnych leżących w dolinie stacjach kolejowych znajdują się także przyzwoite stacje narciarskie. Z Antoniną, moją trzynastoletnią córką, jeździmy na pełnej „skiturowców” stacji Sinaia,, po pustych i tanich trasach w Azuga; wreszcie jemy słoninę i gołąbki w Cabana Postavaru z widokiem na Fogarasze w przypominającej alpejską stację Poiana.

***

Antonina najbardziej lubi leniwe bzyczenie komarów w delcie Dunaju. To być może ostatnie miejsce w Europie, gdzie całymi dniami można jechać przez tereny pozbawione dróg i samochodów, gdzie na promie wisi cennik przewozu mebli i lodówek, a wokół w winorośli są zatopione domki, warzywniki pełne pomidorów, arbuzów i papryk, ciągną się setki odnóg rzeki. Z nieba leje się skwar, słychać szum Morza Czarnego – nazwa pochodzi od barwy mułu wypluwanego przez największą rzekę Europy. Tu można iść plażą godzinami, z rzadka spotykając ludzi, a na końcu obudzić sprzedawcę arbuzów, śpiącego na ich wielkiej stercie; ewidentnie przywozi się je łodzią raz na kilka dni.

Delta zaczyna się w Tulczy, porcie nad brzegami Dunaju pełnym dźwigów i tureckich statków. Jadąc tam pociągiem z Bukaresztu aż do Megidii widzimy kanał Dunaj-Morze Czarne przypominający o stalinowskich rządach Georghe Georgiu Deja. Kanał kopali inteligenci, politycy i mieszczanie z Bukaresztu. Jest wąski, raczej pusty i nie ma w sobie nic groźnego, choć miały nim płynąć na Belgrad radzieckie okręty.

***

W Megidii linia kolejowa rozwidla się. Na północ, do Tulczy pociąg toczy się przez porośnięte trawą pagórkowate pustkowia. To step, który trochę bardziej na północ będzie się nazywał stepem akermańskim. Antoninę zaskakuje, że Rumuni znają historię Polski, wymieniają naszych królów, zachwycają się transformacją. Sama zwraca uwagę, że w Polsce nic się o Rumunii nie wie, a młodzież używa słowa Rumun wymiennie ze słowem „żebrak”.

Rok wcześniej, w innym pociągu – tym razem do Fagaras, Uțu, inżynier i trener, opowiadał o swoim pobycie w Polsce w roku osiemdziesiątym.

– Nasze kraje były wtedy tak samo biedne – wspomina mężczyzna. – Pamiętam. Jechałem przez polskie pola kukurydzy na tylnej kanapie malucha i widziałem gromadki dzieci proszące o słodycze. A teraz jesteście wśród pięciu najważniejszych krajów Europy, macie autostrady. To dlatego że chodzicie do kościoła – tłumaczy.

Inżynier dodaje, że Rumuni może też chodziliby do kościoła, gdyby prawosławne msze nie były tak długie i gdyby nie trzeba było na nich stać.

***

Z Megidii pociąg jedzie do Konstancy i nadmorskich kurortów. Moja babcia wspominała, że w latach sześćdziesiątych nie było w bloku sowieckim bardziej eleganckiego miejsca. Dziś niewiele pozostało po tamtym uroku. Leżące nad Morzem Czarnym Mangalia, Mamaia, Saturn przypominają Mielno czy Jastarnię w szczycie sezonu. Bukareszteńska inteligencja i zbuntowana młodzież jeździ z kolei do Vama Veche. Ta rybacka wioska nawiązuje do legendy sąsiedniego Balcic – przedwojennego kurortu arystokracji i bohemy, obecnie leżącego w Bułgarii. Do Vama Veche pod namioty w latach komunizmu przyjeżdżali buntownicy, intelektualiści, muzycy, by w parne czarnomorskie noce przy winie i gitarze poczuć trochę wolności.

Rumunia pielęgnuje bowiem tradycje inteligencji i mieszczaństwa. Przez lata była to może jedyna forma oporu, a bieda lat dziewięćdziesiątych XX wieku opóźniła przeradzanie się inteligencji w globalną klasę średnią. Rumuni znają historię i uwielbiają o niej dyskutować – po angielsku, rosyjsku, niemiecku czy francusku. Mają piękne (tak: piękne w sensie estetycznym) księgarnie, choćby obecne w każdym dużym mieście księgarnie wydawnictwa Humanitas, z których nie sposób wyjść. Bukaresztańska Księgarnia Cărturești Carusel jest usytuowana w przedwojennej odrestaurowanej kamienicy przy historycznej ulicy Lipscani, o galeriowej konstrukcji wnętrza. Długo nie będziemy mieć czegoś takiego u nas. To moje ulubione miejsce w Bukareszcie, który zaskakuje rozległymi parkami ffffffi willowymi dzielnicami czy pogrążonymi w cieniu pnączy ogródkami zmurszałych pałacyków, z których każdy po renowacji byłby perłą dowolnej stolicy.

***

Alexandra to moja bukareszteńska przyjaciółka. Zaśmiewamy się z połączenia pantomimy z operą, baletem i grą dramatyczną podczas spektaklu w Teatrul National (w sąsiedniej sali grają Masłowską). Alexandra jest człowiekiem Zachodu. Buntuje się przeciwko otomańsko-bizantyjskiemu orientowi. Mołdawia (Moldova) i Wołoszczyzna (Țara Românească ) nigdy nie stały się administracyjną częścią imperium sułtanów, jednak Turcja wciąż jest w Rumunii obecna: w menu, w muzyce, w dominacji świata mężczyzn i mentalności bakszyszu czyli łapówki jako codziennego sposobu załatwiania spraw. Tu sprawowanie władzy zaczynało się od łapówki dla wezyra, a kończyło się skrytobójstwem z rozkazu sułtana. Przeciwko temu buntują się takie osoby jak Alexandra.

Turecka dominacja wspierała bizantyjski ołtarz, by zachować rząd dusz nad prawosławnym ludem. Dodatkowo przez setki lat ludność etnicznie wołoska tonęła w słowiańszczyźnie (te wszystkie Prahove, Dambovice, Targoviste, Bistrice, Krajove). Język rumuński długo był zapisywany cyrylicą. Chrześcijaństwo trwa tutaj od niepamiętnych czasów, ale w wariancie wschodnim, nie zachodnim, w wariancie w którym Kościół zawsze był w sojuszu z władzą. Rumunia to jeden z ostatnich niezatopionych szczytów bizantyjskiej Atlantydy.

***

Zwiedzamy malutkie muzeum Sighet memorial w Bukareszcie. Sighet była stalinowską katownią w regionie Marmarosz. Jak tłumaczyć nastolatce, czym jest totalitaryzm? Dlaczego zbrodnia ma sprawić, by inni myśleli, czuli i działali na jedną modłę? Poznając komunizm w Rumunii, możemy inaczej spojrzeć na PRL. W Rumunii ofiar były najprawdopodobniej setki tysięcy. Obok łagrów, katowni i wyroków, w pamięci pozostały bezwzględne przesiedlenia na pustą ziemię (na przykład przesiedlenia chłopów, zwłaszcza niemieckich, na stepy Baraganu przy granicy Bułgarii), eksperymenty psychologiczne w karcerach Pitesti, Jilavy czy Sighetu, zakazy zasłaniania okien w mieszkaniach. Na tym tle metody naszej rodzimej „komuny” były łagodne, a może wręcz pozorne.

W Rumunii doświadczenie niewoli i okrucieństwa jest dogłębne. To dziedzictwo barbarzyńskich najazdów i otomańskiej samowładzy. Wyparte dziedzictwo usankcjonowanego prawem niewolnictwa Cyganów, którzy do połowy XIX wieku służyli nawet wieśniakom. To także doświadczenie taktyki spalonej.

Rumuni nie mają tradycji heroicznej. Ich dzieje znaczyły głównie ustępstwa i układy. Tu na przestrzeni wieków bardziej niż gdzie indziej dobro miało oblicze zła, a zło przywdziewało maski dobra. Niekwestionowanym rumuńskim bohaterem jest Vlad Tepes, „Palownik”, „Draculea”, XV-wieczny wołoski książę, legendarny okrutnik i odległy pierwowzór Drakuli z powieści Brama Stokera. Z kolei wiele osób „z ludu” za anioła uważało Corneliu Codreanu Zelea, twórcę Żelaznej Gwardii (istniejącej w międzywojniu i w pierwszych latach II wojny światowej zbrodniczej faszystowskiej organizacji, likwidującej przeciwników politycznych).

***

Siedzimy z Antoniną w świetlicy pensjonatu. Narty leżą w kącie, nasze twarze są rozgrzane. Rumuni szeptają, nie rozmawiają głośno. Ile lat będzie trzeba roztapiać lody nieufności, które powstały przez pół wieku rządów Securitate?

Paweł Malarecki

fot. Jacek Stanisławek

Artykuł ukazał się pierwotnie na portalu Nowa Europa Wschodnia www.new.org.pl

27.XII.2017 roku zmarł w Warszawie Stanisław Szelichowski, autor książek i dziennikarz motoryzacyjny, który lata II wojny światowej spędził jako uchodźca w Bukareszcie 

Stanisław Szelichowski urodził się 3 czerwca 1930 r. w Krakowie. Lata wojny przeżył wraz z rodziną w Bukareszcie jako uchodźca. Po 1945 roku wrócił do Polski i przeniósł się do Warszawy. Tam skończył Wydział Samochodowy na Politechnice Warszawskiej. W połowie lat pięćdziesiątych XX wieku podjął pracę w redakcji tygodnika „Motor” i przez długie lata był nie tylko czołowym publicystą tego najsławniejszego w powojennym półwieczu czasopisma motoryzacyjnego, ale także zastępcą redaktora naczelnego.

Działał także w Polskim Związku Motorowym – w latach 1979-1987 był jego sekretarzem generalnym. W ostatnich latach był członkiem Zespołu do spraw Wyróżnień i Odznaczeń ZG PZM. Pełnił odpowiedzialne funkcje w organizacjach międzynarodowych. Jako współtwórca polskiego kartingu zasiadał m.in. w Międzynarodowej Komisji Kartingowej CIK (przez kilka kadencji jako jej wiceprzewodniczący). Reprezentował PZM w Międzynarodowej Komisji Sportowej FISA. Wielokrotnie był wyznaczany na obserwatora najważniejszych światowych rajdów (m.in. Rajdu Monte Carlo 1985 oraz Rajdu Wybrzeża Kości Słoniowej). W Automobilklubie Polski działał przez wiele lat w Kole Seniorów; w Auto Klubie Dziennikarzy Polskich przez parę kadencji zasiadał w zarządzie, a ostatnio w komisji rewizyjnej tego stowarzyszenia.

Od lat dziewięćdziesiątych pracował w wydawnictwie AUTO Technika Motoryzacyjna publikując swe artykuły w magazynie Transport Technika Motoryzacyjna. Jednocześnie pracował nad ważnymi w polskiej literaturze motoryzacyjnej książkami; wydał m.in. „Sto lat polskiej motoryzacji” oraz „120 lat sportu samochodowego w Polsce” i „Polacy w rajdach i wyścigach samochodowych” (dwie ostatnie wspólnie z Robertem Muchą). Za pierwszą z tych książek otrzymał prestiżową nagrodę im. Nicolasa-Josepha Cugnota, przyznaną w 2004 r. przez Stowarzyszenie Historyków Motoryzacji z siedzibą w Bostonie (USA) za najlepszą książkę nie-anglojęzyczną.

Źródło/Fot.: Marta Szelichowska

W Rumunii jest dwanaście dni ustawowo wolnych od pracy. Niektóre z nich pokrywają się ze swoimi polskimi odpowiednikami, inne upamiętniają ważne dla kraju wydarzenia. Ich znajomość może być pomocna przy planowaniu urlopu - zarówno dla osób zatrudnionych w Rumunii, jak i tych, które zamierzają pojechać tam na wycieczkę

Pierwsze dni wolne od pracy przysługują tuż po Nowym Roku (Anul Nou) – do pracy nie idzie się 1. i 2. stycznia (poniedziałek i wtorek). Kolejny wolny dzień przypada na 24 stycznia (środa), kiedy świętowana jest rocznica unii, która połączyła w jedno państwo Mołdawię i Wołoszczyznę (Unirea Principatelor Române). Wprawdzie unia personalna połączyła oba terytoria już w 1859 roku, jednak to właśnie 24 stycznia 1862 roku formalnie powstały Zjednoczone Księstwa Mołdawii i Wołoszczyzny dając początek państwu rumuńskiemu.

Wielkanoc (Paştele) jest w Rumunii wyznaczana wedle kalendarza juliańskiego, przez co święta są obchodzone nieco później – na przełomie kwietnia i maja. W 2018 roku Wielki Piątek wypada 6 kwietnia, ale ustawowo dniem wolnym jest jedynie poniedziałek 9 kwietnia. Co typowe dla krajów postkomunistycznych, dniem wolnym nadal jest 1 maja. Podobnie jak w Polsce, nie jest on już hucznie obchodzony. Mieszkańcy Rumunii traktują święto pracy (Ziua Muncii) jako kolejny dzień wolny.

Inaczej jak w Polsce, dniem wolnym od pracy jest w Rumunii Pięćdziesiątnica (Rusaliile), obchodzona na pamiątkę Zesłania Ducha Świętego. Przypada ona pięćdziesiąt dni od Wielkanocy, czyli na przełomie maja i czerwca – w 2018 roku będzie to poniedziałek 28 maja. Od 2017 roku do pracy nie trzeba będzie też chodzić 1 czerwca (piątek).

Na kolejny dzień wolny trzeba czekać aż do 15 sierpnia (środa), kiedy w kościele prawosławnym obchodzone jest święto Zaśnięcia Marii Panny (Adormirea Maicii Domnului). Tego dnia świętują zresztą również katolicy. Liczni pielgrzymi zjawiają się wtedy między innymi w Kaczyce – jednej z wsi na Bukowinie zamieszkałych przez Polaków, gdzie znajduje się znane sanktuarium maryjne.

Kilka dni wolnych obowiązuje pod koniec roku. 30 listopada (piątek) obchodzone jest święto patrona Rumunii, św. Andrzeja (Sfântul Andrei), a 1 grudnia (sobota) najważniejsze Święto Narodowe (Ziua Națională). Na pamiątkę zjednoczenia Transylwanii z Rumunią w całym kraju odbywają się wtedy defilady i pokazy sprzętu wojskowego.

Choć większość mieszkańców Rumunii wyznaje prawosławie, to święto Bożego Narodzenia (Crăciun) jest w tym kraju obchodzone wedle kalendarza gregoriańskiego. Zarówno 25 (wtorek) jak i 26 grudnia (środa) to także w Rumunii dni wolne od pracy.