Assign modules on offcanvas module position to make them visible in the sidebar.

Testimonials

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Sandro Rosell
FC Barcelona President

Polityka

Urodzona w Bukareszcie Roxana Mărăcineanu powiedziała, że jest w pełni Rumunką i w pełni Francuzką. Dawna mistrzyni świata w pływaniu właśnie została ministrem sportu, zastępując na tym stanowisku Laurę Flessel

Nowa minister zakończyła karierę sportową w 2004 roku. Od tej pory była między innymi konsultantką w telewizji, angażowała się także we francuską politykę lokalną.

Roxana Mărăcineanu urodziła się w Bukareszcie w 1975 roku. Wyemigrowała wraz z rodziną do Francji w 1984. Była u szczytu kariery w 1998 roku, kiedy w Perth zdobyła mistrzostwo świata na 200 metrów stylem grzbietowym. Dwa lata później, podczas igrzysk olimpijskich w Sydney zdobyła drugie miejsce (pokonała ją inna Rumunka, Diana Mocanu). Jak mówiła później w wywiadach, podczas rumuńskiego hymnu była bardzo wzruszona i czuła, że był zagrany dla niej. Wielokrotnie podkreślała swoje rumuńskie korzenie stwierdzając między innymi, że jest w pełni Rumunką i w pełni Francuzką.

Na placu Victoriei licznie pojawili się mieszkańcy Bukaresztu, ale to emigranci zarobkowi mieszkający na stałe w różnych krajach świata byli najważniejszymi uczestnikami antyrządowych protestów. Niestety, ponad 450 osób zostało rannych w wyniku starć z żandarmerią

Przeciwnicy rządu skrzyknęli się przed internet. Od ponad miesiąca nawoływali emigrantów zarobkowych do przyjazdu, aby wspólnie zaprotestować przeciwko obecnemu rządowi. Na placu Victoriei można było zobaczyć flagi państw, w których na co dzień mieszkają, takich jak Anglia, Francja, Hiszpania czy Niemcy. Na ich wezwanie odpowiedziało też wielu mieszkańców Bukaresztu.

Pierwsi demonstranci zaczęli zjawiać się od wczesnego popołudnia, a w późniejszych godzinach ich liczba stale rosła. O 17 protestowało już półtora tysiąca osób. Wtedy pojawiły się też pierwsze ofiary starć. Część demonstrantów chciała bowiem podejść bliżej budynków rządowych, co spotkało się z reakcją służb. Na tę chwilę bilans wieczornych demonstracji to 452 osób, w tym 24 żandarmów. Zamieszki rozpoczęła najprawdopodobniej agresywna grupa demonstrantów. Żandarmeria odpowiedziała gazem łzawiącym i armatkami wodnymi. Niestety, przy okazji ucierpiało wiele niewinnych osób. Najciężej ranna jest jedna z policjantek, która została brutalnie pobita przez grupę napastników.

Prezydent Klaus Iohannis wydał oświadczenie w którym napisał, że każdy ma prawo do protestu. Potępił przy tym akty agresji zaznaczając jednak, że jego zdaniem służby zareagowały zbyt gwałtownie i wzywając ministra spraw wewnętrznych do wyjaśnień. Przedstawiciele policji tłumaczyli natomiast, że żandarmi używali gazu pieprzowego będącego częścią ich indywidualnego wyposażenia, ale tylko wobec agresywnych uczestników manifestacji któzy rzucali w ich kierunku ciężkimi przedmiotami.

Według portalu Digi24.ro w Bukareszcie mogło zebrać się nawet 100 tysięcy manifestantów. 10 tysięcy osób protestowało w Klużu 7 tysięcy w Jassach, 5 w Sybinie, 4 w Braszowie. Mniejsze zgromadzenia zawiązywały się także w wielu innych rumuńskich miastach. Grupki protestujących pojawiły się też w niektórych miastach na terenie Unii Europejskiej.

Fot. Digi24.ro

Podczas oficjalnej wizyty w Czarnogórze premier Rumunii pomyliła Podgoricę ze stolicą Kosowa... którego Rumunia zresztą nie uznaje. To nie pierwsza wpadka premier, którą natychmiast podchwyciły rumuńskie media

Do pomyłki doszło podczas konferencji prasowej z udziałem premiera Czarnogóry. Premier Viorica Dăncilă powiedziała, że to jej pierwsza oficjalna wizyta w Czarnogórze i pierwsza wizyta w Prisztinie. Błąd został wychwycony przez tłumaczkę, które przetłumaczyła Prisztinę jako Podgoricę. Wpadkę pani premier podchwyciły jednak rumuńskie media, które wytykają szefowej rządu brak kompetencji.

To nie pierwszy raz, gdy Viorica Dăncilă popełnia tego typu błędy. Wcześniej zapomniała nazwiska premiera Estonii, gdy podczas oficjalnej konferencji prasowej dziękowała mu za spotkanie. Chwilę wcześniej okazało się też, że estońska flaga została zawieszona złą stroną. Rumuńskie media przypominają też między innymi przemówienie, w trakcie którego premier pomyliła "redukcję biurokracji" z "redukcją demokracji".

Dotychczas dodatkowe nazwy miejscowości pojawiały się, gdy więcej niż 20% mieszkańców posługiwało się innym językiem niż rumuński. Teraz limit ten zostanie zniesiony, a mniejszości będą mogły porozumiewać się w swoich językach także w urzędach

Nowe prawo zostało przyjęte przez parlament przy poparciu 175 posłów. Przeciwko głosowało 33 parlamentarzystów, a piętnastu wstrzymało się od głosu. Rezygnacja z 20-procentowego progu oznacza, że na terenie Rumunii pojawi się więcej wielojęzycznych nazw miejscowości, a ich języki będą mogły być używane w urzędach.

"Władze publiczne [...] mogą podjąć decyzję o używaniu języka mniejszości narodowych w jednostkach administracyjnych, gdzie obywatele należący do mniejszości nie osiągają liczby określonej w paragrafie 1" - czytamy w przyjętej ustawie.

Ustawa będzie miała zastosowanie głównie w miejscowościach zamieszkiwanych przez Węgrów, którzy stanowią największą bo ponad 1,2-milionową mniejszość w niespełna 19-milionowym kraju.

Rządzący Rumunią socjaldemokraci dopięli swego. Codruța Kövesi, do tej pory pełniąca funkcję szefowej Krajowego Urzędu Antykorupcyjnego (Direcția Națională Anticorupție; DNA) straciła swoje stanowisko. Wczoraj dekret w tej sprawie podpisał prezydent Klaus Iohannis, który do tej pory bronił Kövesi. Nie miał jednak wyjścia, bo decyzję ministra sprawiedliwości poparł trybunał konstytucyjny

Do tej pory prezydent Klaus Iohannis bronił szefową urzędu, która w jego ocenie była skuteczna w walce z korupcją. Argumentował jednak, że musi respektować decyzje trybunału konstytucyjnego. Wyraził też nadzieję, że nowy szef DNA będzie w sposób rzetelny realizował swoje zadania.

Dekret prezydenta to następstwo orzeczenia trybunału konstytucyjnego, który potwierdził że to minister sprawiedliwości (obecnie urząd ten piastuje Tudorel Toader) decyduje o odwołaniu prokuratorów. Do prezydenta należy podjęcie ostatecznej decyzji, jednak jest to tylko formalność.

Odwołanie szefowej DNA zbiegło się w czasie ze zmianami w kodeksie karnym, które wprowadzają między innymi nową definicję nadużycia władzy. Obecnie będzie ono karane wyłącznie wówczas, gdy przyniesie osobiste korzyści sprawcy lub jego najbliższej rodzinie. Tymczasem zaledwie kilka tygodni temu lider rządzącej PSD Liviu Dragnea został skazany wyrokiem sądu pierwszej instancji na 3,5 roku więzienia właśnie za nadużycie władzy. Miał on doprowadzić do fikcyjnego zatrudnienia dwóch członkiń partii w jednych z urzędów, które pobierały pieniądze nie pojawiając się w pracy.

Liviu Dragnea został skazany za nadużycie urzędu i doprowadzenie do fałszowania dokumentów, co miało doprowadzić do fikcyjnego zatrudniania pracowników w jego biurze. Chodzi o dwie kobiety, które miały zarobić około 100 tysięcy lei. Lider rządzącej PSD do tej pory nie skomentował decyzji sądu. Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratorzy z Krajowego Urzędu Antykorupcyjnego (Direcția Națională Anticorupție; DNA) żądali kary 7,5 roku więzienia. Członkowie partii spotkają się dzisiaj o 16:00 czasu lokalnego, aby podjąć decyzje dotyczące dalszych działań

Do omawianych wydarzeń miało dojść między 2006 a 2012, kiedy Liviu Dragnea był szefem lokalnych struktur PSD w okręgu Teleorman leżącym na południu Rumunii. Miał wtedy podżegać szefową miejscowej opieki społecznej do fikcyjnego zatrudnienia dwóch kobiet, będących członkiniami PSD. Miały one otrzymać łącznie ponad 100 tysięcy lei za pracę, której nie wykonywały. Lider PSD bronił się twierdząc, że zarzucane mu czyny to zwykłe pomówienia. Obie kobiety przyznały z kolei, że omawiana sytuacja miała miejsce. Wyrok nie jest prawomocny więc przynajmniej na razie Liviu Dragnea uniknie więzienia.

To nie pierwsza rozprawa sądowa w karierze lidera PSD. Na Liviu Dragnei ciąży już wyrok z 2016 roku, kiedy to został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu za oszustwa wyborcze. Uniemożliwiło mu to między innymi piastowanie urzędu premiera kraju po wygranych wyborach. Pod koniec 2016 roku stanowisko to objął Sorin Grindeanu. Został jednak odwołany z inicjatywy lidera partii zaledwie sześć miesięcy później. Później premierem został Mihai Tudose. Na krótko, bo na początku bieżącego roku zastąpiła go Viorica Dăncilă.